W ubiegłym tygodniu mieliśmy przyjemność pojawić się po raz kolejny na Jam Trading Session, w czasie czego omówiliśmy jak złoto zachowuje się w czasie postępującej inflacji. Jako że jest ona mechanizmem współczesnej bankowości centralnej i nie ma znaczenia czy ma miejsce w kraju kapitalistycznym czy socjalistycznym, zrobiliśmy odniesienie do czasów współczesnych. Wynika z tego, że cena złota może... ano właśnie, zainteresowanych zapraszam do obejrzenia.
Jakiś czas temu znalazłem w sieci, bodajże na wykopie, grafikę, na której uwidocznione były wzrosty cen za czasów PIS. Zrobiło mi się smutno, albowiem grafika ta musiała być inspirowana tzw. hejtem lub hejtem połączonym z brakiem wiedzy i przenikliwości. Gdyby autor miał być obiektywny, to nie tylko by stwierdził, że ceny rosną od czasów sprzed PIS, ale dostrzegłby, że wzrosty rozpoczęły się przed czasem PO, przed czasem PRL i tak dalej, aż do zarania dziejów bankowości centralnej, która w swym umiłowaniu wobec działań proinflacyjnych jest winna całemu cenowemu galimatiasowi.
W ostatni piątek udzieliliśmy się w JTS, gdzie mówiliśmy o braciach Hunt. Przez media, literaturę i wszelkiej maści "ekspertów" zostali uznani oni za spekulantów. Prawie żadne źródło nie stawia ich jednak w kontekście ówczesnych wydarzeń, choć miały one kluczowe znaczenie dla przebiegu wydarzeń. O tym, że bracia Hunt nie do końca spekulowali (a już na pewno nie na początku), o tym, iż złoto w tym samym czasie drożało podobnie, o tym dlaczego nabywali srebro, a nie złoto, i o wielu innych ciekawych dla współczesnego inwestora wątkach można posłuchać w poniższym wykładzie.
Które partie mogą zrealizować swoje obietnice wyborcze? Wszystkie te, które obiecują podwyżkę wynagrodzeń. Z punktu widzenia logiki i mechaniki funkcjonowania współczesnych systemów monetarnych każdy polski obóz jest w stanie podnieść polskie wynagrodzenia. Jest w tym oczywiście pewien haczyk...
Może, a czemuż by nie? To co najbardziej w tej chwili w platynie jest intrygujące, to nie to, co mówią wykresy i analizy techniczne, lecz to ile w praktyce platyny się realnie produkuje. Okazuje się, że ilości te są niewiarygodnie małe... Jak małe?
Kto ma dzisiaj czas, aby ślęczyć nad raportami geologicznymi? Kto ma czas, aby celem zrozumienia przyszłych ruchów ceny srebra pochylać się nad zapotrzebowaniem na srebro przez przemysł? Kto w ogóle zakłada, że srebro może zdrożeć o wiele więcej niż złoto, tylko dlatego, że jest go więcej o raptem jakieś 8-9 razy, a jego cena jest 90-krotnie niższa? No i po co komu rozumienie pozytywnej korelacji pomiędzy tymi metalami na poziomie 0,8?
Ostatni miesiąc to w praktyce historyczny wzrost wartości ceny złota. Tego typu rajdów doszukiwać się można tylko na wykresach z drugiej połowy lat 70. XX wieku oraz z początków dekady bieżącej. Skoro jednak złoto podrożało, a srebro stoi praktycznie w miejscu to o co chodzi? Czyżby srebro było czymś naprawdę niegodnym uwagi czy raczej na odwrót? Dlaczego srebro nie zdrożało w ostatnim czasie, podczas gdy cena złota prawdziwie eksplodowała? O co chodzi ze słynną korelacją złota ze srebrem, wedle czego wzrost wartości jednego z metali powinien implikować podobne ruchy na wykresie drugiego...
Odpowiedź jest banalna i można się z nią zapoznać w najnowszym wpisie. Tutaj.
Ale mamy coś jeszcze... najprawdopodobniej najlepszą ofertę na srebro w Polsce. Wiener Philharmoniker w cenie 67,56 zł/oz w chwili pisania tego tekstu w pakietach 100 szt. Od ręki!
Nie będę robić wstępu o tym jak kiedyś były kwitki, a potem weksle, a potem banknoty. Nie będę też pisał o tym, że kiedyś pieniądzem była herbata i ziarna kakao. To jest we wpisie, do którego przeczytania zapraszam. Jest w nim opisany trend, bieżący i rozwijający się, w kierunku rewolucji monetarnej, która polega na porzuceniu pieniędzy w formie banknotów i zapisów cyfrowych na rzecz blockchainów z pokryciem w surowcach.
Po regularnym spotykaniu osób oszukanych w ramach afery GetBack, stwierdzeniom polityków, że inflacja jest w normie i pod kontrolą oraz obserwowaniu, że lokaty bankowe przynoszą realne straty, wespół ze wspólnikiem postanowiliśmy zorganizować konferencję poświęconą inwestowaniu w złoto i srebro. Dwa aktywa, które skutecznie chronią nasze oszczędności, a nawet dają realnie zarobić.
Konferencja odbędzie się 25 czerwca we wtorek, w godzinach 12:00-18:00. Miejsce: Klub Six Seasons (Klimczaka 15), Miasteczko Wilanów w Warszawie.
O czym będzie mowa? O trzech rzeczach:
1. Na czym dokładnie polega inwestowanie w złoto i srebro? Porządne podstawy, które niszczą mity na temat inwestowania w złoto, odganiają złe duchy afer, które podczepiły się pod tą branżę oraz o faktach związanych z tym jakie dokładnie produkty są realnie inwestycyjne.
2. O łgarstwach związanych z inflacją, która sprawia, że większość ludzi nie myśli o złocie i traci pieniądze inwestując je w lokaty i inne papierowe zobowiązania. A także o realnych zyskach, tak w przeszłości, jak i o tych, które złoto będzie generować.
3. O tym, o czym zachodnie media nie mówią, a więc o nowej unii monetarno-handlowej, która właśnie wrzuciła kolejny, wyższy ma się rozumieć, bieg w swoim pędzie po dominację gospodarczą. O unii, którą tworzą państwa wschodu, bezlitośnie kumulujące w chwili bieżącej złoto. Bez ogródek, czyste fakty, wobec których nie można stwierdzić, że złoto to blef i lipa. I że lepiej je mieć niż nie mieć.
A tym, którzy chcą inwestować od razu polecam nasz sklep online, w którym oferujemy kruszce w jednych z najniższych cen w Polsce: https://chojnackikwiecien.pl/sklep/
Ostatnie było o Niemcach, dziś co nieco o Szwajcarach. Badania przeprowadzone w kraju Helwetów wykazały, że choć naród ten lubi inwestować w nieruchomości równie mocno co Polacy, to pod względem stosunku do złota jest między nami kolosalna różnica. Odsetek Szwajcarów, który mają złoto inwestycyjne w swoim posiadaniu jest imponujący...
O ile na pierwsze pytanie można podać konkretne liczby, a ogólnie odpowiedzieć "Znacząco więcej od Polaków", to w przypadku drugiego pytania podejrzenie może być nieco na wyrost, ACZKOLWIEK...
Oczywiście, że może. Wydobycie srebra kosztuje całkiem sporo zachodu. Po pierwsze dlatego, że srebra jest coraz mniej i trzeba go szukać coraz głębiej. Wiąże się to ze zużyciem prądu, paliwa, siły roboczej, chemii, wycinką drzew, ingenerencją w glebę, itd. Po drugie, kruszec, o którym mowa, wydobywa się z innymi metalami, takimi jak nikiel, ołów, no i oczywiście miedź. To z kolei oznacza, że proces rafinacji staje się dłuższy, bardziej kosztowny i przekładający się na środowisko, bo jakby nie było, rafinacja jest procesem skrajnie chemicznym, a procesy rafinacyjne dedykowane każdemu z wydobywanych metali są zgoła odmienne. Drzewa i rzeki nie szczególnie lubią opary oraz odpady ciekłe z wszelkiej maści kwasów azotowych, solnych i innych.
W chwili obecnej, według raportów The Silver Institute, istnieje deficyt srebra. Z samego wydobycia ok. 20% pochłania produkcja sztabek i monet. Przerabiając złom na sztabki lub monety skracamy drogę obróbki srebrnonośnej rudy. A w nagrodę otrzymujemy fajny przedmiot inwestycyjny. W ten właśnie sposób firma zajmująca się metalami szlachetnymi może dołożyć swoją cegiełkę do ekologii.
I tu właśnie wracam do korzeni, gdyż od tego miesiąca na powrót zajmuję się przerobem złomu srebra na sztabki inwestycyjne. Na Youtube trochę marketingu, a ciekawych zdjęć nowej sztabki srebra bitej przez polską firmę nieco niżej...
Rozpoczynając pisanie książki ponad 5 lat temu przyświecał mi cel marketingowy. Do tego czasu zdążyłem sprzedać firmę, przepracować kawałek czasu w dużej firmie zajmującej się kruszcami i z powrotem otworzyć nową działalność. Książkę jednak pisałem niestrudzenie i wytrwale, jednakże w trakcie pisania jej dotarło do mnie, że aby przekonać kogoś do korzyści wynikających z inwestowania w kruszce, należy zdobyć dogłębną wiedzę z zakresu historii, polityki, ekonomii, a nawet psychologii. Traktowanie złota jako jednego z aktywów, które stawia się w tym samym rzędzie co obligacje, kakao z kawą oraz bitcoinem jest płytkie i rodzi niepożądane konsekwencje.
Setki książek, rzeki liczb i statystyk oraz niezliczone ilości smaczków historycznych skłoniły mnie do stwierdzenia, że Michael Maloney miał 100% racji twierdząc, że w chwili bieżącej odbywa się historyczny (być może największy) transfer kapitału. Transfer, który można dostrzec jeśli się chce. Ci, których interesuje historyczny aspekt inwestowania w złoto oraz to jak potoczą się jego losy mogą zapoznać się z książką, której reklamowe video zostało już udostępnione w sieci. Zapraszam do obejrzenia...
Jak wiadomo banki sprzedają kredyty lub inne tzw. produkty finansowe. W praktyce jest to nic innego jak sprzedawanie papierowych pieniędzy. Z uwagi na to, że złoto nie jest już pieniądzem od dekad (przynajmniej oficjalnym i obiegowym), banki obrotem złota się nie zajmują. Z drugiej jednak strony, przy ich zasięgu, wciąż dużej dozie zaufania społecznego i możliwościach kapitałowych, banki mogłyby zarabiać na obrocie złotem. Istnieją kraje, w których złoto można normalnie kupić w bankach, a niektóre z nich mają nawet swoje własne sztabki.
O tym dlaczego banki nie sprzedają złota można poczytać w moim najnowszym wpisie na stronie www.chojnackikwiecien.pl. Zapraszam do czytania.
A zainteresowanych nabywaniem kruszców w jednych z najniższych cen w Polsce rzecz jasna zapraszamy do sklepu on-line.
Osoby zainteresowane nabyciem wiedzy i rozumienia w zakresie inwestowania w metale, poznaniem książki mojego autorstwa oraz zapoznaniem się z naszą najnowszą usługą recyklingu inwestycyjnego zapraszamy na najbliższą prelekcję, która odbędzie się w siedzibie firmy Chojnacki & Kwiecień Metale Szlachetne sp. z o.o., w Warszawie, przy ulicy Mokotowskiej 43/301, w poniedziałek 13.05.2019 r. o godzinie 16:00. Temat przewodni: Czym różni się inwestowanie w srebro od inwestowania w złoto? Jaka jest przyszłość srebra w kontekście inwestycyjnym?
Z pomocą serwisu www.prokapitalizm.pl dwa dni temu został ogłoszony konkurs, w którym nagrodą jest książka mojego autorstwa pt. "Inwestowanie w srebro i złoto". Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na 3 pytania.
Pytanie tytułowe wbrew pozorom nie jest ani prowokujące, ani sprzedażowe. Ma ono wydźwięk skrajnie praktyczny. Gdyby strajkujący ostentacyjnie w ostatnim czasie nauczyciele otrzymywali swoje wynagrodzenia w złocie, to w gruncie rzeczy najprawdopodobniej by nie strajkowali. Dlaczego? Dlatego, że na fali inflacji ich wynagrodzenia w złocie same by się rewaloryzowały. A tak, trzeba się organizować i jeździć do Warszawy na Wiejską i Aleje Ujazdowskie...
Rzecz dotyczy wszystkich z budżetówki.
Protestujący 22 września 2018 r. pracownicy RON i wymiaru sprawiedliwości. Archwium własne.
W trakcie ostatnich 19 lat po odliczeniu kosztów związanych z nabyciem złota (marża zakupowa, prowizja przy odsprzedaży) inwestycja w kruszec dawała średnio - uwaga! - ponad 16% rocznie. Innymi słowy, gdyby nauczyciele otrzymywali pensje w złocie, mieliby średnio podwyżki o 16% co roku.
Niestety żyjemy w czasach, w których zaburzenia podstawowych funkcji dotykają coraz większą liczbę osób. Nasz instynkt jest na tyle skrzywiony, że nie odpala nam czerwonych lampek na widok fast foodów, które w linii prostej prowadzą do uszczerbku na zdrowiu. Nasza percepcja jest na tyle skrzywiona, że działy marketingu żerują permanentnie na naszych portfelach wykorzystując banalnie oszukańcze promocje typu 2 + 1 gratis bądź też "Weż pożyczkę, a zapłacimy Ci za to 500 zł". Nasz intelekt wreszcie, nie skłania nas do refleksji na temat powtarzalności strajków. Jak to jest, że od wielu lat non stop ktoś dostaje podwyżki i ciągle mu mało?
Jako człowiek urodzony w czasach stanu wojennego pamiętam, że strajki nauczycieli są prawie tak regularne jak Wigilia i Wielkanoc. Skoro więc też z każdym protestem otrzymują jakieś podwyżki, to czy będzie im kiedyś mało?
Nie.
Dlaczego? Dlatego, że są ofiarami inflacji. Inflacji, której kompletnie nie rozumieją. Gdyby rozumieli te zjawisko, to by nie żądali podwyżek pensji, lecz zniesienia inflacji. To wymaga już jednak pewnej przenikliwości, której na studiach wyższych się nie uczy, nawet ekonomicznych.
Studiując historię ma się nieodparte wrażenie, że rzeczy się powtarzają. Politycy oscylują pomiędzy skrajnym rozdawnictwem (czyt. socjalizm pełną krasą) a totalitaryzmem (czyt. siłowe próby utrzymywania status quo, które zawsze kończą się fiaskiem, ponieważ meritum kontroli nie tkwi w przemocy i zastraszaniu, lecz w posiadaniu wsparcia jak najszerszego grona ludzi). Po każdej wojnie przychodzi refleksja, aby już nigdy mordy i holokausty się nie powtórzyły, co rodzi szereg instytucji i organizacji o charakterze humintarnym. Mamy wtedy parę lat spokoju, aby za jakiś czas na powrót chwycić za broń. Fritjof Capra oraz szereg nauk, które nie cieszą się popularnością w mainstreame już dawno dowiódł, że takich par czynników, pomiędzy którymi oscyluje ludzkość jest całe mnóstwo. Patriarchat i matriarchat. Ruchy konserwatywne i ruchy liberalne. Konsumpcjonizm z hedonizmem oraz stoicyzm z duchowością. Naukowa synteza oraz naukowa analiza. Podejście holistyczne i podejście redukcjonistyczne. I tak dalej...
Wreszcie pieniądz. Ten oscyluje pomiędzy towarowym i posiadającym jakość oraz śmieciem, którego główną cechą jest możliwość kreowania w nieskończoność. Wszystko jest sinusoidą. Znajomość historii pozwala mieć lepsze rozumienie, co do tego jak blisko jesteśmy szczytu amplitudy. Innymi słowy, historia pozwala nam rozumieć jak bardzo forma nowych pieniędzy będzie podobna do tych ze standardu metali szlachetnych a jak do współczesnych papierowych śmieci.
Dziś nagranie, w którym wystąpiłem z Piotrem Kwietniem w ramach Jam Trading Session Live. Opowiadamy zwięźle i na temat tego jak złoto zostało wyrzucone poza monetarną burtę w XX wieku.